Otwórz artykuł
Olafur Arnalds - Remember album cover

Ólafur Arnalds – re:member

Gdy po raz pierwszy usłyszałem album islandzkiego artysty Ólafura Arnaldsa od razu stwierdziłem, że jest to nowoczesna muzyka klasyczna. Fundamentalnym elementem jest sentymentalne pianino. Utwory saman momentary, to miniaturki na pianino nasuwające skojarzenia z kilkoma wstawkami o podobnym klimacie znajdującymi się na albumie Drukqs artysty Aphex Twin.

Chociaż na albumie słyszy się instrumenty klasyczne, to Ólafur nie boi się elektroniki. Rozpoczynając od beatów, przez niskie syntetyczne basy po ambientowe pady. Szczególnie wyraźnie słychać to na utworze inconsist, gdzie rytmiczne uderzenia przewijają się w wirze seryjności z innymi instrumentami. Z jednej strony muzyka ta cechuje się pewną podniosłością i nostalgią, a z drugiej strony jest luźna i relaksacyjna.

Fascynujące jest to jak muzyka w historii zatacza pewien krąg. Gatunek ambient, którego korzeni można się doszukiwać w muzyce klasycznej, później zostaje zdominowany przez instrumenty elektroniczne. Właściwości syntezatorów sprzyjają rzeźbieniu w dziełach nie tylko melodii, ale przede wszystkim koloru, kształtów i warstw dźwięku. Instrumenty istniejące już od wieków zostają znów docenione jako tworzące pewien kolor – podkład. Słychać to od początku utworu undir, gdzie nakładające się warstwy smyczków tworzą przedsionek dla elektronicznej sekcji rytmicznej. Słuchając tych przekładanek nie ma się jednak wrażenia, że stanowią element dominujący. Nie nastąpiło zjawisko całkowitego wystawienia rytmiki na pierwszy plan, jak to stało się w wielu podgatunkach elektroniki. Przez co w oczach wielu ludzi stała się muzyką niskiego poziomu. Arnalds łagodnie posługuje się elektroniką by wzbogacać muzykę.

Słuchając ekki hugsa nasuwa się skojarzenie z opartym na powtarzalności minimalizmem kompozytora Steve’a Reich’a. Rozpoczyna się w szybkim tempie od jednego instrumentu i stopniowo dodawane są nowe. Bardzo ciekawe jest późniejsze łagodne przejście do instrumentów elektronicznych.

Niezwykle piękne jest zwieńczenie albumu utworem nyepi. Rozpoczyna się minimalistycznie, sentymentalne pianino. Później pojawiają się jednak spadające perły i łagodny powiew wiatru w ciepły słoneczny dzień.

Można powiedzieć, że muzyka umieszczona na re:member, to muzyka instrumentalna kompletna. To pomost między światem klasyki, elektroniki i ambientu.

Otwórz artykuł
Disclosure - Caracal album cover

Disclosure – Caracal

Jaka jest mocna strona artystów bazujących na muzyce elektronicznej? Cóż, chyba nie sposób wymienić wszystkich zalet jednocześnie. Dla innych mogą to być jednocześnie wady. Zadałem to pytanie z myślą o całkiem interesującym atucie brytyjskiego duetu braci Lawrence. Jest to ogromna ilość artystów zapraszanych do współpracy przy projektach. Przykładowo na albumie Caracal naliczyłem dziesięciu gości w wersji Deluxe. Z pewnością jest to silny czynnik sprzyjający zyskiwaniu popularności – tworzy się niejako sieć zaprzyjaźnionych twórców – muzyczny ‚link building’.

Popularnością Disclosure dorównuje muzykom popowym, lecz nie jest to tak do końca muzyka pop, mimo tak wielu gości, wokalistów wywodzących się z nurtu pop. Gdy natknąłem się na Disclosure i słuchałem w kółko albumu Caracal, nie mogłem się nadziwić jak magnetyzująca jest to twórczość dla kogoś, kto nie jest przyzwyczajony do muzyki o podobnej popularności. Jakie elementy Caracal powodują, że album ten jest jak magnes dla sympatyka alternatywy?

Przepyszna garażowa rytmika, która przebija się przez wiele utworów na tym krążku. Jak zwykle ciekawie jest zajrzeć do korzeni, czyli tego co inspirowało twórców. Wśród nich znajduje sie między innymi Burial czy James Blake (samo to powinno już zachęcić do zapoznania się z albumem). Muzycy mocno zrośnięci z undergroundem. Pod tym względem (oś underground/pop) Caracal jest dość zrównoważone, bo praktycznie każdy utwór ma jednostajny, charakterystyczny dla house rytm ‚stopy’. Mimo tego utwory nie są nudne i zaskakują nowym – w rytmie znajdują się ciekawe ozdobniki. Typowy garażowy rytm słyszy się przykładowo na Echoes czy na Holding On. Utwór Masterpiece jest powolnym zwieńczeniem albumu. Soulowo jazzowy wokal Jordana Rakei połączony z elektroniką duetu braci Lawrence przypomina nieco styl James’a Blake’a.

Innym elementem nadającym muzyce Disclosure magnetyzmu są wymykające się z wszelkiej formy dropy. Te kulminacyjne moment potęgują energiczność albumu i nadają mocno klubowo tanecznego charakteru. Dropy wspierane są przez melodyjne wokale. Coś takiego słyszy się na pierwszym utworze albumu, Nocturnal. Jednocześnie w tle słyszy się hipnotyzujące arpeggia.

Wysoko śpiewający Sam Smith na pewnych swoich wokalnych częstotliwościach nasuwa mi skojarzenie z głosem Hoziera. Chociaż są to artyści zdecydowanie różni. Głos jednego jest bardziej oszlifowany pod pop, drugi – przyziemny, bluesowy. Ciekawie by było słyszeć jednak zderzenie takich światów jak Disclosure i Hozier.

Coś co przykuło moją uwagę to układające się w ‚jazzowe’ akordy syntezatory towarzyszące wielu utworom. Słyszy się je zaraz przed dropem i w refrenie Nocturnal. W utworze Omen, są można powiedzieć głównym elementem. Coś podobnego słyszy się w utworze Good Intentions. Dźwięki ułożone w takie akordy nadają temu albumowi szczyptę leniwego rozmarzenia, ale sprawiają też, że zdecydowanie lepiej słucha się go po zmierzchu. Tak, Caracal jest albumem nocnym.

 

Otwórz artykuł
Air - Moon Safari album cover

Air – Moon Safari

Początek roku 1998 przyniósł ze sobą tajemniczo zatytułowane „Księżycowe Safari” francuskiej grupy Air. Jak się okazało album został klasykiem w swoim gatunku. Prezentuje on muzykę, która świetnie sprawdzała by się jako muzyka tło do windy, w sklepach jako tzw. muzak czy też w postaci soundtracku do filmu. Można powiedzieć nawet, że sięga ambientu jeśli uogólnimy ten termin gatunku do muzyki relaksacyjnej lub mogącej być tłem. Nie jest to jednak typowy minimalistyczny ambient – ma wyraźniejszą linię melodyczną oraz pewną powtarzalność wynikającą z elektroniki. Naturalne prawdziwe instrumenty nadają mu bardziej autentycznego charakteru.

Co spowodowało, że takie album powstał? Innymi słowy jakie inne dzieła były inspiracją muzyczną dla Air? Pewną podpowiedzią jest fascynująca seria albumów Late Night Tales, na łamach której różni artyści tworzą własną listę utworów do nocnych odsłuchów. Muzycy z Air również mają swój udział w tej serii. Siłą rzeczy znajdują się tam również ich muzyczne inspiracje. Sięgamy więc do źródeł. Są tam takie dzieła jak hipnotyczne Planet Caravan od Black Sabbath. Wzruszające For the World kompozytora Tan Dun. Są też utwory pełne elegancji: Camille, O’ Venezia Venaga Venusia czy nawet Pawana na śmierć infantki Ravela. Największymi inspiracjami dla Dunckela, jednego z członków Air był Brian Eno oraz projekt Cluster. Inne wpływowe akty muzyczne pochodzą od Kraftwerk, Pink Floyd czy Philip Glass. Wymieniliśmy tu całkiem pokaźną garść fundamentów Air – eklektyczną mieszankę relaksu i podniosłości. Taką właśnie muzykę mamy na Moon Safari. Francuska szykowność, czyli berecik, szalik i syntezator w łagodnej szpanerskiej okrasie.

Takim właśnie stylem charakteryzuje się otwierający utwór: La femme d’argent. Wyobrażam sobie rok 1998. Ktoś po raz pierwszy zapuszcza krążek zanurzając się w cieple winylowego szumu. Bas formuje się w kształty muzycznego cliche, będącego symbolem reprezentatywnym całego dzieła. Autorzy nie bali się stworzyć utworu długiego, powtarzającego motyw w kółko i w kółko, tak by wydeptać ścieżkę w umyśle słuchaczy. Elektryczne pianino dostarcza kolejnych wrażeń rodem z muzyki bluesowej. Natrafić na coś takiego w świecie, gdzie nie ma jeszcze Spotify, а żeby wykopać skarb muzyczny nie wystarczyło tylko kilka kliknięć, to dosyć unikalne przeżycie.

Krążek nie wiele utworów wokalnych. Na dwóch utworach pojawia się łagodny głos Beth Hirsch. All I Need oraz You Make It Easy. Jej głos niejako całkowicie zatapia się w ciepłej, niewymagającej muzyce. Do czego mogą służyć wokalne utwory na tak instrumentalnym albumie? Może jako pauzy dla rozmów, dla których ta muzyka tworzy tło.

Gdy zacząłem słuchać New Star In The Sky, przeniosłem się wyobraźnią gdzieś na pomarańczowo-błękitne niebo. Chmury powolnie suną się nie wiadomo dokąd malując ten relaksacyjny pejzaż. Często gdy słyszę radosne odgłosy dzieci z placów zabaw przypomina mi się ten utwór. Autentyczne nagranie młodych ludzi wplecione w to dzieło pokazuje pewną harmonię między tymi dwoma ‚rodzajami’ muzyki. Ktoś mieszkający przy placu zabaw lub przedszkolu może taką muzykę włączyć otwierając okno.

Na albumie mamy do czynienia często z momentami będącymi skrzyżowaniami różnych światów. Na utworach Talisman czy La voyage de penelope słychać połączenie bluesa z muzyką filmową. Dunckel i Godin często wykorzystują wysokie partie smyczkowe by nadać kompozycjom filmowości. W drugich częściach tych dzieł dramatyzmu muzyce nadają smyczki w Talisman, a La voyage de penelope taki dramatyzm tworzy trąbka. W międzyczasie twórcy nie rezygnują z elektronicznych wstawek syntezatorów.

Album pokazuje, że z prostoty można stworzyć naprawdę klasyczne dźwięki, które zapadają głęboko w pamięci muzycznej i stają się symbolem w swoim gatunku. Na następnych albumach Air słychać zdecydowanie więcej eksperymentalności.

Otwórz artykuł
Bonobo - Migration album cover

Bonobo – Migration

Album Migration angielskiego producenta muzyki elektronicznej Simona Green pod pseudonimem Bonobo to album, który zaliczam do typu muzyki uniwersalnej. Czyli dobrze zrównoważonej w różnych aspektach, które może dostarczać muzyka. Dobrze się przy nim odpoczywa, a kompozycje mimo swojej repetytywności nie doprowadzają do monotonii. Struktura poszczególnych utworów ma dobrze przemyślany kształt zawierający w sobie wprowadzenie, rozwinięcie i zakończenie. Możemy powiedzieć to o pierwszym utworze albumu: Migration. Od początku po ostatnie sekundy towarzyszą nam dźwięki klawiszy/pianina pochodzące od innego znanego twórcy muzyki elektronicznej Jona Hopkinsa. Przeplatają się subtelnie z przepysznie rozbudowaną sekcją rytmiczną i syntezowanym basem. Taka kombinacja instrumentu akustycznego z muzyką syntetyczną sprawia, że utwory są autentyczniejsze. Brzmią bardziej przyziemnie i naturalnie – jest to zabieg często stosowany przez Simona Green.

Zdobywając się na słuchanie Bonobo raczej nie nastawiamy się na utwory ze słowami. Mimo tego, że jest to płyta z przewagą utworów instrumentalnych, dostajemy również kilka utworów ze śpiewem. Zabieg ten powoduje, że album jako całość jest jeszcze bardziej zrównoważony. Rhye, Nicole Miglis, Innov Gnawa, Nick Murphy, to imiona zaproszone do udziału w albumie. Nasuwa się wniosek, że Simon jest coraz bardziej gościnny dla innych artystów wokalnych.

Grains, to dzieło będące majstersztykiem pod względem emocji wyrażonych w modernistycznej aranżacji. Połowa utworu to czekanie, napawanie się słodkimi samplami wokalnymi i rosnącym napięciem. Później wchodzi perkusja, sekcja smyczkowa i bas, który zamiata wszystko. W muzyce Bonobo nie brakuje klimatycznych wstawek – smaczków odkrywanych podczas wielokrotnych odsłuchów.

Moje serce podbił również następny utwór – Second Sun. Najkrótszy, najmniej elektroniczny, najbardziej autentyczny i naładowany emocjonalnie. Te gitary przypominają post rockowy styl grupy Mogwai, a później wchodzące smyczki ożywiają w pamięci dokonania kolektywu Godspeed You! Black Emperor – w miniaturce. Stanowi on ciekawie skontrastowany wstęp do następnego lotnego kąska Surface.

Co sprawia jeszcze, że nazywam ten krążek jako uniwersalny? To, że oprócz zrelaksowania się można również przy nim potańczyć, a jeśli nie, to przynajmniej pobujać się. Klubowy utwór Bambro Koyo Ganda z jakże czytelnymi elementami Marokańskiego folkloru. Podobny charakter oddaje uporczywa Kerala czy 7th Sevens.

Ontario, to bardzo ciekawy instrumentalny element Migration i jednocześnie najbardziej filmowy. Utwór dumnie idzie do przodu w towarzystwie rozwijającej się monumentalnej sekcji instrumentów dętych. Pod względem rytmicznym przypomina pierwotne dzieła Bonobo.

Zaszczyt zamknąć album ma Figures budzący skojarzenia z twórczością artysty pod pseudonimem Lapalux, którego utwór Bonobo zamieścił również na swojej kolekcji Late Night Tales.

Słowem podsumowującym Migration niechaj będzie równowaga, dostrzegalna gdy weźmiemy pod uwagę całość.

Scroll to top