Sevdaliza – ISON

Muzyka naturalnie zazwyczaj towarzyszy nam jako tło podczas robienia innych czynności. Czasami chce się jednak po prostu położyć na podłodze, założyć słuchawki, zamknąć oczy i odkryć jakiś nowy album od początku do końca – tak, jak to się słuchało za starych dobrych czasów. Jakiś czas temu natknąłem się na utwór Darkest Hour i chociaż początkowo nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, to zapamiętałem zdjęcie Sevdalizy obejmującej owieczkę. Pewnego wczesnego ranka naszło mnie nie pisanie twórcze. Włączyłem więc komputer by zapewnić sobie jakieś tło i moim oczom ukazała się rekomendacja pełnego albumu Sevdalizy. Postanowiłem więc dać kolejną szansę i nie pożałowałem.

Debiutowy album irańsko-holenderskiej wokalistki Sevda Alizadeh ujrzał światło dzienne w roku 2017. Masteringiem i mixem zajął się Mucky.

Kiedy usłyszałem otwierający utwór Shahmaran, od razu skojarzył mi się z Pyramid Song grupy Radiohead: egipski rytm karawany, pianino i orientalna sekcja smyczkowa. Wszystko to w takim przepysznym trip-hopowym sosie oraz z intrygującym soulowym głosem Sevdalizy. Album zapowiadał się więc bardzo dobrze.

Zmysłowe, powolne tempo ciągnie się przez cały album i uwidacznia się praktycznie na każdym utworze. Przy tym zachowana jest pewna sterylność i minimalność tej muzyki.

Podobnie na lekko trapowym Bluecid – powtarzające się: „And I could only have you in my dreams”. Można odpłynąć gdy dźwięki syntezatorów przypominających syreny nawarstwiają się w tej silnej mieszance emocjonalnej.

Kolejny utwór Loves Way nasuwa skojarzenie z angielskim wokalistą James Blake. W podobnym stylu – minimalny wokal wyeksponowany ponad rytmikę i to co odbywa się w tle.

Myślałem, że padnę gdy usłyszałem klasyczne sample z gry komputerowej Heroes na najkrótszym utworze Do You Feel Real. Trzeba przyznać, że muzyka może zaskakiwać. Ciekaw jestem kto z całej ekipy produkującej album wpadł na pomysł by dokonać tego odważnego i ciekawego zabiegu.

Mój ulubiony utwór z tego krążka to Grace, powiem szczerze, że wrażenie było niesamowite usłyszeć coś tak pięknego po przeżyciach muzycznych z poprzednich utworów. Tańczące smyczki. Klasyczny rytm samplów. Szczególnie refren: „Close your eyes” – nieziemskie struny przeplatające się z dramatycznym wokalem Sevdalizy. Naprawde chce się zamknąć oczy i zatrzymać chwilę na dłużej. Jest w nim pewna głębia, nutka bajkowości i coś co powoduje, że chce się słuchać tego utworu w kółko.

To miłe, że taka muzyka jeszcze powstaje. Muzyka, która kontynuuje tradycję, poprzez łączenie trip-hopowości Massive Attack z lat 90’s, alternatywy Radiohead z kolejnej dekady i duszy R&B. Dla jednych jest może to być dobre tło, cicho wybrzmiewając podczas spotkania towarzyskiego. Mi natomiast świetnie by się słuchało tego albumu do wieczornej jazdy samochodem. Sevdaliza – ISON to album, do którego z pewnością będę wracał nie raz.

Dodaj komentarz

Scroll to top