Bonobo - Migration album cover

Bonobo – Migration

Album Migration angielskiego producenta muzyki elektronicznej Simona Green pod pseudonimem Bonobo to album, który zaliczam do typu muzyki uniwersalnej. Czyli dobrze zrównoważonej w różnych aspektach, które może dostarczać muzyka. Dobrze się przy nim odpoczywa, a kompozycje mimo swojej repetytywności nie doprowadzają do monotonii. Struktura poszczególnych utworów ma dobrze przemyślany kształt zawierający w sobie wprowadzenie, rozwinięcie i zakończenie. Możemy powiedzieć to o pierwszym utworze albumu: Migration. Od początku po ostatnie sekundy towarzyszą nam dźwięki klawiszy/pianina pochodzące od innego znanego twórcy muzyki elektronicznej Jona Hopkinsa. Przeplatają się subtelnie z przepysznie rozbudowaną sekcją rytmiczną i syntezowanym basem. Taka kombinacja instrumentu akustycznego z muzyką syntetyczną sprawia, że utwory są autentyczniejsze. Brzmią bardziej przyziemnie i naturalnie – jest to zabieg często stosowany przez Simona Green.

Zdobywając się na słuchanie Bonobo raczej nie nastawiamy się na utwory ze słowami. Mimo tego, że jest to płyta z przewagą utworów instrumentalnych, dostajemy również kilka utworów ze śpiewem. Zabieg ten powoduje, że album jako całość jest jeszcze bardziej zrównoważony. Rhye, Nicole Miglis, Innov Gnawa, Nick Murphy, to imiona zaproszone do udziału w albumie. Nasuwa się wniosek, że Simon jest coraz bardziej gościnny dla innych artystów wokalnych.

Grains, to dzieło będące majstersztykiem pod względem emocji wyrażonych w modernistycznej aranżacji. Połowa utworu to czekanie, napawanie się słodkimi samplami wokalnymi i rosnącym napięciem. Później wchodzi perkusja, sekcja smyczkowa i bas, który zamiata wszystko. W muzyce Bonobo nie brakuje klimatycznych wstawek – smaczków odkrywanych podczas wielokrotnych odsłuchów.

Moje serce podbił również następny utwór – Second Sun. Najkrótszy, najmniej elektroniczny, najbardziej autentyczny i naładowany emocjonalnie. Te gitary przypominają post rockowy styl grupy Mogwai, a później wchodzące smyczki ożywiają w pamięci dokonania kolektywu Godspeed You! Black Emperor – w miniaturce. Stanowi on ciekawie skontrastowany wstęp do następnego lotnego kąska Surface.

Co sprawia jeszcze, że nazywam ten krążek jako uniwersalny? To, że oprócz zrelaksowania się można również przy nim potańczyć, a jeśli nie, to przynajmniej pobujać się. Klubowy utwór Bambro Koyo Ganda z jakże czytelnymi elementami Marokańskiego folkloru. Podobny charakter oddaje uporczywa Kerala czy 7th Sevens.

Ontario, to bardzo ciekawy instrumentalny element Migration i jednocześnie najbardziej filmowy. Utwór dumnie idzie do przodu w towarzystwie rozwijającej się monumentalnej sekcji instrumentów dętych. Pod względem rytmicznym przypomina pierwotne dzieła Bonobo.

Zaszczyt zamknąć album ma Figures budzący skojarzenia z twórczością artysty pod pseudonimem Lapalux, którego utwór Bonobo zamieścił również na swojej kolekcji Late Night Tales.

Słowem podsumowującym Migration niechaj będzie równowaga, dostrzegalna gdy weźmiemy pod uwagę całość.

Dodaj komentarz

Scroll to top